Na studiach psychologicznych pewna Pani profesor opowiedziała nam taką historię z terapii wziętą: Pewien Pan był bardzo zakochany w swojej żonie, ale za nic nie mógł się z nią dogadać. Namówił ją na terapię , zapłacił za nią. Rezultat terapii był taki, że żona tego pana zobaczyła, że przyczyną ich nieporozumienia jest to, że nie jest ze swoim mężem szczęśliwa i go nie kocha. Odeszła od niego. Pan podał terapeutkę do sądu. Hmm właściwie to czemu? Miał pomysł, że terapia im pomoże, będzie się bardziej dla niego starać. Ale cóż, terapia to nie koncert życzeń, to co się w niej dzieje, jest czymś najlepszym co może się zdarzyć dla pacjenta. Ta żona kiedy odeszła od swojego męża poczuła się w końcu szczęśliwa.
Pana koleżanka psycholog(współpracownica Pana A. Nehrebeckiego) dobrze Panu powiedziała- żona jest wolna i sama ma podejmować decyzje. Jest Pan bardzo kontrolujący i jedyne odczucie, jakie mam po przeczytaniu tego co Pan napisał (wszystkiego) to to, że chciałby Pan swoją żonę trzymać pod kloszem i sam za nią podejmować decyzję. Jeśli Pana żona czuła się źle w terapii to sama powinna podjąć decyzję o odejściu, a nie być przez Pana naciskaną.
Życzę więcej wyrozumiałości i mniej kontroli!